Gdzie pracujemy - Etiopia - Refleksje Izy

Oto jak o swoich refleksjach o Etiopii pisała Iza latem 2005 roku:
Polska nie jest krajem "mlekiem i miodem płynącym", ale też chyba nikt nie powiedziałby, że panuje tu głęboka nędza. Jednak każdy z nas zetknął się na ulicach różnych polskich miast ze zjawiskiem żebractwa. Pomijając oczywisty fakt, że bardzo przykry to widok, wywołuje on w nas (mam nadzieję) jakieś refleksje. Jak mogę pomóc tym ludziom? Lub choćby tylko jednej osobie? Co doprowadziło ją do stanu takiej desperacji, że jest zdecydowana żebrać? Może wielu z nas myśli teraz, że wyolbrzymiam problem - naprawdę wolałabym, żeby tak było…Ale myśląc o moim zetknięciu się z żebractwem w Polsce odnoszę to do moich obecnych doświadczeń w Etiopii.
 

Większości ludzi słowo "Etiopia" kojarzy się z przeraźliwym głodem, suszą i obrazami ogromnie wychudzonych ludzi. Nie są to, bynajmniej, mylne skojarzenia. Etiopia, jak większość afrykańskich krajów, w 80 % utrzymuje się z rolnictwa - w praktyce oznacza to, że zniszczone suszą zbiory to tragedia milionów ludzi, którzy w poszukiwaniu ratunku ruszają do miast i…żebrzą. Tak wygląda sytuacja i trzeba się w niej odnaleźć, pozostając w zgodzie z Bogiem i własnym sumieniem. Nie jest to łatwe zadanie i ciągle zmagam się z tym w moim sercu, mijając co krok matkę z dzieckiem, z trójką dzieci, babcie z dziećmi, babcie z dzieckiem, trędowatych w różnym wieku. Siedzą na ulicy i wyciągają ręce lub chodzą od bramy do bramy, lub zaczepiają na ulicy. Komu coś dać, kogo pominąć, jak wygląda prawdziwa i długofalowa pomoc? Jak pomagać, nie uzależniając itd. Wciąż nie mam odpowiedzi na te pytania, ale mam kilka ciekawych refleksji, którymi chciałabym się z Wami podzielić.


Refleksje nie są moje. W szkole językowej, w której uczę się amharskiego (oficjalny język urzędowy w Etiopii), co piątek mamy grupy studium biblinego, prowadzone po angielsku i amharsku, bo spotykamy się tam wszyscy, i studenci, i nauczyciele. W grupie kobiet rozważamy ostatnio Księgę Przypowieści Salomona 31:10-31, bo to przecież o Dzielnej Kobiecie, którą każda z nas chce być! I przy temacie "Otwiera swoją dłoń przed ubogim, a do biedaka wyciąga swoje ręce" (w.20) usłyszałam kilka myśli, które dla mnie samej okazały się bardzo pomocne i tak bardzo praktyczne w obliczu tutejszych codziennych problemów.


1.Przeszkody w dawaniu "potrzebującym".
Przyglądając się postaci Miłosiernego Samarytanina (Łk.10:30-37) można przypuszczać, że sporo ryzykował on angażując się w pomoc dla pobitego i leżącego przy drodze podróżnika: poświęcenie czasu, konieczność zmiany planów, spore wydatki finansowe, które mogly wpędzić go w klopoty, aż wreszcie możliwość śmierci poszkodowanego czy…absolutny brak wdzięczności z jego strony, gdyby wyzdrowial! (przecież Żydzi nienawidzili Samarytan i mieli ich w głębokiej pogardzie). Jakiego rodzaju kłopoty mogą stać się udziałem kogoś, kto chce okazać pomoc w Etiopii? Mniej więcej te same, dodając do tego obawę, że pomoc jednorazowa może wywołać oczekiwania, że teraz już jesteśmy za to uratowane życie odpowiedzialni na zawsze! I tak najczęściej bywa: osoba, której udzielono pomocy, zawsze rozpozna "swego dobroczyncę" i nie odstąpi na krok - a bywa, że się rozzłości, jak nic tym razem nie dostanie…A co powstrzymuje nas przed dawaniem, przed okazaniem głębszego zainteresowania tym "w potrzebie"? Brak zaufania - a może mnie oszukuje? A może tylko gra na emocjach? Strach przed oczekiwaniami - dam trochę, to będą chcieli jeszcze wiecej; dam jednemu, to przybiegnie cała grupa…A ja przecież nie jestem tu po to, by rozdawać pieniądze!


Poza tym, ten brak wdzięczności - jak dasz, to takie oczywiste, ale jak nie dasz - co za zły człowiek z ciebie! I można mnożyć w nieskończoność te wątpliwości, pytania, zastrzeżenia, ale…


2.Miłosierny Samarytanin i Dzielna Kobieta
Oni nie zadają żadnych pytań. On widzi potrzebującego i pomaga mu, ona też po prostu "wyciąga dłoń" i "otwiera swe ręce". Ktoś na grupie powiedział, że nasze pytania i wątpliwości mogą powstrzymać nas przed zrobieniem CZEGOKOLWIEK dobrego dla ludzi w potrzebie. Według innej osoby, jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za to, żeby pomagać, a nie za to, co dana osoba zrobi z ofiarowaną pomocą. Zadając zbyt wiele pytań i dopuszczając do siebie zbyt wiele wątpliwości bardzo łatwo stwardnieć, zobojętnieć na tych śpiących na ulicach ludzi, którzy naprawdę w większości przypadków nie mają nawet 25 santim (mniej niż 1 grosz) na bułkę, bo nie uda im się tyle użebrać. Ale najważniejsze jest to, jak blisko jesteśmy naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ciągłe uświadamianie sobie tego, jak wiele zawdzięczam Bogu, a wszystko, co mam, należy do Niego może tylko sprawić, że z radością będę się dzielić tym, co z łaski otrzymałam.


Z prośbą o modlitwę o dobre, wrażliwe serce
Wasza w Chrystusie


Iza