Priscilla Studd

Priscilla zwykła powtarzać, że nigdy nie będzie służyć Bogu i nigdy nie pokocha Jezusa ani nie nazwie Go swoim Panem. Czekało ją spore zaskoczenie.

Urodzona w 1864 roku w Irlandii Priscilla Stewart w żadnym wypadku nie interesowała się sprawami wiary, a praca misyjna jawiła się jej jako coś nudnego i przygnębiającego. Często wyśmiewała się z Boga i zdecydowanie odmawiała, gdy ktoś próbował zaprosić ją na chrześcijańskie spotkanie.

Pewnej zimy z niecierpliwością wyczekiwała ważnego dla niej, jako młodej dziewczyny, wydarzenia – zbliżał się jej pierwszy bal! Nie zdawała sobie sprawy z tego, że miał on być równocześnie jej ostatnim. Cóż to był za wieczór! Świetnie się bawiła i tańczyła bez przerwy. Do domu wróciła o czwartej nad ranem i położyła się spać. Wtedy przyśnił się jej okropny koszmar.

Budziła się parę razy, zawsze w tym samym momencie, tłumacząc sobie, że to tylko sen. Sumienie jednak nie dawało jej spokoju ani następnego dnia podczas śniadania, ani przez kolejne trzy miesiące, gdy koszmar stale powracał. Nabierała coraz większego przekonania, że ten sen przedstawia kres jej życia. Widziała w nim Syna Bożego, który wskazuje na nią i mówi: „Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie”. Później widziała siebie samą, zwracającą się beztrosko do swoich przerażonych przyjaciół: „Nieważne, idziemy razem!” Priscilla była uparta w swoim odrzuceniu Boga, mimo świadomości, że słowa, które słyszy, oznaczają wieczne oddzielenie jej od Niego. W miarę upływu czasu zaczęła się jednak zastanawiać: Co się z nią stanie, jeśli Jezus przyjdzie? Wiedziała, że Biblia w jakimś miejscu mówi o niespodziewanym przyjściu Pana.

Kilka miesięcy później przebywała u kobiety, która niedawno się nawróciła. Kobieta ta opowiadała o swojej matce, którą Bóg często ostrzegał we śnie przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Priscilla w odpowiedzi stwierdziła, że sny wcale nie pochodzą od Boga, a są jedynie skutkiem tego, co dzieje się w naszym życiu bezpośrednio przed pójściem spać. Podawała różne przykłady ze swojego życia, aż nagle zorientowała się, że jako argument dla swojej teorii zaczyna opowiadać tej kobiecie przykład z koszmarem, który przyśnił jej się po pamiętnym balu. Był to pierwszy raz, kiedy odważyła się komuś o tym powiedzieć. Gdy spojrzała na swoją rozmówczynię i uświadomiła sobie, co robi, zaczęła się zastanawiać, po co o tym mówiła. Chcąc zapobiec spodziewanej reakcji tej kobiety, zaśmiała się i podsumowała krótko: „Ale Bóg nie miał nic wspólnego z tym snem. To był skutek kolacji, którą stanowił szampan z homarem, i całonocnego wirowania po sali balowej!” Zaraz jednak usłyszała odpowiedź: „Och, dziecko, jeśli ktoś kiedykolwiek otrzymał ostrzeżenie od Boga, to ty na pewno – oddaj Mu swoje serce, a nic nigdy nie zakłóci spokoju ducha, który On ci da”.

Tamtego wieczoru Priscilla nie wyśmiała słów, które usłyszała. Zamiast tego upadła na kolana i postanowiła oddać swoje życie Bogu. Jej umysł zaczęły ogarniać wspomnienia tych wszystkich momentów, gdy zarzekała się, że nigdy nie pokocha Boga. Czuła, że chce zbliżyć się do Niego, ale nie potrafiła… Nagle ujrzała wizję Jezusa Chrystusa na krzyżu, zobaczyła Jego rany i krew. W modlitwie zapytała Pana: „Dlaczego tam byłeś?” W odpowiedzi usłyszała: „Moimi ranami jesteś uleczona”. Wtedy zrozumiała, że ten ciężar grzechu, który niesie, może złożyć u stóp Jezusa, który od tej pory stał się jej Panem i Bogiem. Bóg sprawił to, co według jej słów miało nigdy nie nastąpić.

W 1887 roku, osiemnaście miesięcy po tym, jak oddała swoje życie Jezusowi, Priscilla przybyła do Szanghaju jako misjonarka. W Chinach poznała swojego przyszłego męża, Charlesa T. Studda, który zrezygnował z kariery sportowej i wygodnego życia, by poświęcić się pracy misyjnej. Wspólnie służyli w Chinach i w Indiach. Bóg później powołał Charlesa na misję do Afryki, gdzie Priscilla nie mogła mu towarzyszyć ze względów zdrowotnych. Kontynuowała swoją pracę w Anglii, sprawując pieczę nad organizacją misyjną, którą założyła wraz z mężem. Ze względu na służbę, której się podjęli, w ciągu ostatnich szesnastu lat małżeństwa Studdowie widywali się bardzo rzadko. Priscilla odwiedziła Charlesa w miejscu jego pracy misyjnej w 1928 roku – ostatni raz widzieli się dwanaście lat wcześniej. Początkiem 1929 roku, podczas wizyty w Hiszpanii, Priscilla zachorowała i wkrótce odeszła do Pana.

Organizacja misyjna założona przez Charlesa i Priscillę – dziś WEC International – nadal działa, by docierać z ewangelią do najdalszych zakątków świata.

Zdjęcie: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Priscilla_Livingstone_Stewart.jpg
Źródła: https://www.wholesomewords.org/missions/biostuddmrs.html;
https://www.wholesomewords.org/biography/biorpstudd.html